W czasie kiedy Sebastian odganiał się od naszego gościa, ja postanowiłam zaprowadzić dziewczynę, która stała w drzwiach do jadalni. Wyprostowałam się, podciągnęłam krawat i pewna siebie rzekłam
- Zaprowadzę Panią do jadalni, gdzie czeka ciepły posiłek. Sebastian zajmie się Pani... towarzyszem. - dziewczyna skinęła głową i podążyła za mną. Z zewnątrz byłam pewna siebie i poważna, ale w środku bałam się o swój każdy krok. Stanęłam obok wielkiego stołu z przeróżnymi potrawami, które wcześniej razem z Sebastianem przygotowałam i wskazałam na jedno z krzeseł. Dziewczyna usiadła na wskazane przeze mnie miejsce. Po chwili Sebastian i czerwono-włosy także do nas dołączyli. Chłopak z czerwonymi włosami usiadł obok dziewczyny. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy, którą przerwał Sebastian.
- Shiro, proszę idź po panicza. Jest w swoim pokoju - powiedział.
- Dobrze - odparłam wychodząc z pokoju i kierując się w stronę sypialni panicza. Gdy stałam już pod drzwiami sypialni zapukałam i powoli przekręciłam klamkę.
- Paniczu goście przybyli - powiedziałam niepewnie wchodząc do pokoju. Ujrzałam sylwetkę nastoletniego chłopca stojącego przy oknie. Chłopak zaśmiał się pod nosem. Nie wiedziałam o co mu chodziło, ale wolałam się nie odzywać.
- Już idę - powiedział odwracając się do mnie i patrząc na mnie z cynicznym uśmiechem. Może bawiło go to, że mnie przechytrzył i teraz muszę mu służyć ? Nie wiem...
Razem poszliśmy w stronę jadalni. Gdy weszliśmy do pokoju chłopak i dziewczyna wstali, a Ciel podszedł do nich.
- Witam w rezydencji Phantomhive - młody władca pocałował dziewczynę w dłoń. W tym czasie Sebastian podszedł do mnie i dyskretnie szepnął :
- Na pewno wszystko przygotowałaś ? - skinęłam głową, a ten oddalił się ode mnie. Wszyscy w ciszy usiedliśmy. Po chwili czerwono-włosa dziewczyna wydusiła z siebie :
- Hrabio Phantomhive, Will kazał mi i mojej pomocnicze przekazać Hrabi ten list - wyciągnęła z kieszeni białą kopertę i podała ją Cielowi. Hrabia prawie natychmiast otworzył kopertę i zaczął czytać list.
-Sebastian... - powiedział Ciel - szykuj powóz. Mamy zadanie do wykonania
- Oczywiście... - lokaj wstał i poprawiając swój frak ruszył w stronę wyjścia. Nagle przystanął i zwrócił się do mnie
- Shiro, pomożesz mi ? - zapytał.
- Tak - Również wstałam i powolnym krokiem podeszłam do Sebastiana. Razem wyszliśmy z rezydencji.
- Słuchaj - odparł podwijając rękawy - Jesteś tu ze mną nie, aby pomagać mi, ale żeby nauczyć się jak przygotowywać powóz, jasne ?
- Jasne... - powiedziałam z małą irytacją. Wiedziałam jak się przygotowuje powóz. Przynajmniej nie musiałam siedzieć tam przy wszystkich i słuchać o czym rozmawiają. Patrzyłam jak Sebastian z wielką starannością przygotowuje powóz. Po niecałych 20 minutach wszystko było gotowe.
-Dobrze... Shiro możesz iść po Panicza i gości, aby powiedzieć, że wszystko jest gotowe ? - Zapytał Sebastian.
- Oczywiście. - odparłam wstając z ziemi i otrzepując się z trawy. Powoli pokierowałam się w kierunku jadalni gdzie wszyscy dyskutowali.
- Paniczu, Sebastian kazał przekazać, że powóz jest już gotowy - powiedziałam.
__________________________
Taak w końcu zabrałam się do skończenia tego rozdziału. Nie ukrywam nie miałam weny i ochoty tego kończyć, bo wiem, że w następnych rozdziałach będzie się więcej działo i będą ciekawsze przez co będą mi większe emocje towarzyszyć przy pisaniu tego i, co za tym idzie - będzie się mi przyjemniej go pisało ;)
~Shiro
sobota, 10 czerwca 2017
sobota, 6 maja 2017
Midari Simmons
Imię: Midari
Nazwisko: Simmons
Wiek: 16 lat
Waga: 56 kg
Kolor Oczu: Brązowy/Zielony
Życiorys
Midari z początku miała radosne dzieciństwo. Jej kochający rodzcie, byli dla niej wzorem do naśladowania.Wszystko toczyło się jak najlepiej. aż do końca podstawówki. Gdy dziewczyna poszła do gimnazjum, zaczęto nasyłać na nią różych rodzajów wyzwiska i drwiny. Kilka miesiący po rozpoczęciu roku szkolnego, na świat przyszedł jej młodszy brat, Adam, co było odskocznią od rzeczywistości... Przynajmniej na początku. Po narodzinach Adama, rodzice zaczęli być dla niej surowi, i powoli zaczęło przeobrażać się to w przemoc rodzinną. W liceum, dziewczyna zdecydowała się na samobójstwo, lecz nie wiedziała, co ją po tym spotka... Na dole, znajdziecie zdjęcia, z postacią przypominającą Midari ;) Midari jako Shinigami:
Midari jako człowiek:
(olol ona wygląda jak Chińczyk xDDDD) ~Shiro
piątek, 5 maja 2017
Shiro Montrose
** Na wstępie chciałam poinformować, że to nie jest rozdział czy coś w tym rodzaju, tylko opis postaci. Dzięki niemu łatwiej wam będzie sobie wyobrazić postacie, które same stworzyłyśmy ;) **
Imię : Shiro
Nazwisko : Montrose
Wiek: ok. 200 lat
Wzrost : 175 cm
Waga : 65 kg
Kolor oczu : Czerwony
Krótki życiorys:
Shiro urodziła się w szlacheckiej rodzinie. Jej ojciec był szanowanym władcą, ale nie tylko. Był także czystej krwi wampirem. Za żonę wziął sobie demona także czystej krwi. Do dziewiątego roku życia wychowywała się z rodzicami, lecz gdy ludzie odkryli, że ich władcy nie są zwykłymi ludźmi zabrano ich i torturowano, a następnie brutalnie zamordowano. Małą jeszcze wtedy Shiro obronił jeden przybłęda o ogromnym sercu. Przez 11 lat mieszkała z nim i z paroma innymi dziećmi w jej wieku w bardzo zniszczonej chatce. Uczyła się tego jak zachowywać się jak człowiek, lecz nadal posiadała zdolności nadnaturalne, które czasami dawały się we znaki. W wieku 20 lat cała jej "rodzina" bardzo ciężko zachorowała. Robiła wszystko co w jej mocy, aby uzdrowić ich, ale to nic nie dało. Wszyscy zmarli, a młoda Shiro musiała zdać się na siebie. Mijały lata, a Shiro stała się bezdusznym demonem, który kierując się głodem zabijał wszystko na swojej drodze. Tamte wydarzenia zamknęły jej serce i sprawiły, że nie zdołała już nikogo pokochać, alee... czy, aby na pewno ?
Tutaj dorzucam parę zdjęć, które mają oddać wygląd Shiro ^^
Shiro podczas pracy w rezydencji :
No i na koniec Shiro i Midari :
Postacie zostały stworzone za pomocą gry IMVU ^^
Imię : Shiro
Nazwisko : Montrose
Wiek: ok. 200 lat
Wzrost : 175 cm
Waga : 65 kg
Kolor oczu : Czerwony
Krótki życiorys:
Shiro urodziła się w szlacheckiej rodzinie. Jej ojciec był szanowanym władcą, ale nie tylko. Był także czystej krwi wampirem. Za żonę wziął sobie demona także czystej krwi. Do dziewiątego roku życia wychowywała się z rodzicami, lecz gdy ludzie odkryli, że ich władcy nie są zwykłymi ludźmi zabrano ich i torturowano, a następnie brutalnie zamordowano. Małą jeszcze wtedy Shiro obronił jeden przybłęda o ogromnym sercu. Przez 11 lat mieszkała z nim i z paroma innymi dziećmi w jej wieku w bardzo zniszczonej chatce. Uczyła się tego jak zachowywać się jak człowiek, lecz nadal posiadała zdolności nadnaturalne, które czasami dawały się we znaki. W wieku 20 lat cała jej "rodzina" bardzo ciężko zachorowała. Robiła wszystko co w jej mocy, aby uzdrowić ich, ale to nic nie dało. Wszyscy zmarli, a młoda Shiro musiała zdać się na siebie. Mijały lata, a Shiro stała się bezdusznym demonem, który kierując się głodem zabijał wszystko na swojej drodze. Tamte wydarzenia zamknęły jej serce i sprawiły, że nie zdołała już nikogo pokochać, alee... czy, aby na pewno ?
Tutaj dorzucam parę zdjęć, które mają oddać wygląd Shiro ^^
Shiro podczas pracy w rezydencji :
No i na koniec Shiro i Midari :
Postacie zostały stworzone za pomocą gry IMVU ^^
Zmiana (Rodział III)
***Na początku, chciałam was bardzo przeprosić, za taką wielką przerwę, w rozdziałach. Jeśli dobrze mnie poznacie, będziecie wiedzieć, że jestem strasznym leniem, i często miewam wenę, na inne rzeczy, niż na rozdziały. Mam nadzieję, że te czytadełko będzie formą przeprosin ;)
~Midari***
Obudziłam się ze zniesmaczeniem, przed kolejnym dniem, echem, PRACY, z tym półgłówkiem. Wstałam niechętnie, i postanowiłam wykonać rutynowe obowiązki. Gdy to zrobiłam, z wielkim grymasem, wyszłam na korytarz. Oczywiście, nikogo nie było, bo wszyscy siedzieli w biurach. Jako, że miałam jeszcze trochę wolnego czasu, postanowiłam przejść się po korytarzach budynku, i przyzwyczaić się trochę do nowego miejsca zamieszkania. Centrala nie wydawał się już taka mała, jak myślałam. Było tu pełno zakamarków, wiele korytarzy, pokoi, a co najbardziej mnie zdziwiło, piękny ogród, na samym tyle gmachu, z którego dobrze mogło się zobaczyć zachód słońca. Postanowiłam, że od tej pory, będzie to moje ulubione miejsce, zważywszy na to, że raczej nikt tu nie przychodzi, z wyjątkiem ogrodnika. Usiadłam na małej ławeczce, zamykając oczy, i rozmarzyłam się… Niestety nie na długo, ponieważ obudziło mnie mocne szturchnięcie, przez które prawie upadłam na glebę. Spojrzałam ku górze. Oczywiście, nie mogłam tam znaleźć nikogo innego, jak nie Grell’a, patrzącego na mnie złowrogo. Westchnęłam cicho. Nagle, coś mnie tknęło. Zdałam sobie sprawę, że nie mogę cały czas prowadzić z nim ”boju”, jeśli ma być on moim wspólnikiem, więc stanęłam przed nim prosto, i wyciągnęłam moją bladą rękę, w jego stronę
-Nie miło się wczoraj zachowałam. Przepraszam… -Powiedziałam, jakby od niechcenia, ale zawsze coś. Mężczyzna, podał mi dłoń znudzony, i westchnął cicho.
-Mamy pierwsze zlecenie… -Burknął, ignorując moje wczorajsze zachowanie, po czym podał mi duży zeszyt, przypominający jakąś książkę. Spojrzałam na niego pytająco, co oznaczało, aby wyjaśnił mi, co właściwie trzymam w rękach. Dostrzegłam, jak czerwono-włosy, nie zbyt dyskretnie, kręci oczyma, lecz po chwili zabrał się na wyjaśnienia –W tym zeszycie masz zapisane wszystkie dusze, które masz odebrać. Widać też tutaj, o której godzinie, i którego dnia dojdzie do morderstwa, lub śmierci. –Mruczał pod Nosem, przez co trudno było mi to zrozumieć. Gdy skończył swoje ”wyjaśnienia”, zaczął kierować się w stronę głównych drzwi centrali. Zaciekawiona, otworzyłam wielką księgę, i spojrzałam na dzisiejszy Dzień.
-Musimy zebrać tylko trzy dusze ? I do tego w małym odstępie czasu ? –Zapytałam z pogardą.
-Tak… Podobne Will, będzie miał dla nas potem inne zajęcie, więc dał nam tylko tyle. Tak więc zbieraj manatki, i idziemy do Londynu, bo nie mam ochoty siedzieć tu dłużej –Powiedział, i szybko skierował się w stronę wielkiego miasta
-Te, Ruda! Sprawdź, gdzie mamy iść najpierw. –Powiedział chłopak, rozsiadając się wygodnie na ławce. Prychnęłam , i kolejny raz otworzyłam mój zeszyt.
-O dziesiątej trzydzieści, obok Big Bena, ma zostać przejechana jakaś Mavi. –Powiedziałam, przejeżdżając wzrokiem po literkach, tak, aby się nie zgubić się w wirze wyrazów.
-O… Mamy mało czasu. Może włączysz ten motorek, którym posługiwałaś się wczoraj, i polecisz tam trochę szybciej, niż biegłaś tutaj ? –Zapytał chłopak, a ja, spojrzałam na niego spode łba
-Coś masz dzisiaj wyjątkowy humorek… -Powiedziałam, chowając książkę, i zaczęłam biec pod Big Bena
-Oj uwierz! Mam! –Powiedział szczęśliwy, i ruszył za mną. Podróż nie trwała długo. Szybko ukryliśmy się w bezpiecznym miejscu, i zaczęliśmy obserwować całą akcję. Po chwili, obydwoje dojrzeliśmy blondynkę, która szybko przebiegała przez ulicę. Wtedy to się stało. Dziewczyna nie zauważyła nadjeżdżającego powozu, który następnie uderzył w nią z taką siłą, po której każdy mógł się spodziewać śmierci, biednej nastolatki. Patrzyłam na całą sytuację, z kamieniem na sercu, i wielka kulą w gardle, ale wytrzymałam. Na Grell’u jednak, nie zrobiło to większego wrażenia. Chłopak po całej akcji szybko wyskoczył z ukrycia, i wbił kosę w serce martwego ciała. Moją rolą, było szybkie przecięcie więzi, i oczywiście, zrobiłam to jak najszybciej, aby uporać się, ze strasznym widokiem. Po całej sytuacji, złapałam Grell’a za rękaw, i pociągnęłam do przodu.
-Chodźmy już… Nie chcę tego oglądać… -Powiedziałam, po czym pomaszerowaliśmy do kolejnego miejsca, opisanego w moim zeszycie.
Gdy odebraliśmy już wszystkie dusze, zaczęliśmy zmierzać ku centrali, aby dowiedzieć się, co przygotował dla nas Will. Szybko pobiegliśmy do jego biura, i zastaliśmy go, siedzącego przy biurku z całą stertą papierów
-Już skończyliście ? -Zapytał znudzony, czytając jakiś dokument. Potrząsnęliśmy głowami, na znak potwierdzenia. William spojrzał na nas, i westchną -Dobrze... Teraz, pójdziecie do rezydencji Phantomhive'ów, i razem z hrabią, przedyskutujecie pewien temat. -Wymruczał, i zaczął zanudzać nas jakąś sprawą, której opisać nie mogę, bo kompletnie go nie zrozumiałam
-Zrozumiano ? -Zapytał, chrząkając przy tym głośno. Tym razem tylko Grell przytaknął, a ja siedziałam w bez ruchu. -Świetnie. Tutaj macie list, który musicie dać Hrabi. A teraz, zniknijcie mi z oczu. Mam dużo roboty... -Powiedział, i wrócił do dokumentów. Szybko schowałam kopertę, i zaczęłam kierować się za Grellem, w stronę drzwi.
-Grell... Jak wygląda ta cała rezydencja FANTOMHAJFUW ? -Zapytałam prześmiewczo, a chłopak spojrzał na mnie, jak na jakiegoś debila. Następnie wskazał palcem w stronę lasu, i dopiero teraz zauważyłam tam wielki budynek, który wcale nie był tak daleko nas.
-Właśnie tak -Odparł, chowając rękę w kieszeni, i wracając do swojego marszu
-A-Aha... -Powiedziałam zażenowana. Po kilku minutach, staliśmy przed wielkimi drzwiami. Grell wydawał się czymś strasznie nakręcony. Postanowiłam szybko zakończyć ten dzień, i iść spać, więc szybko zapukałam w grube drewno. Po kilkunastu sekundach, przed nami otworzyły się "wrota" i dojrzeliśmy ogromy hol. Spojrzałam na kogoś, kto otworzył nam drzwi był to wysoki mężczyzna, z czarnymi włosami, oraz uśmiechem na ustach. Nawet nie zdążyłam się przywitać, a usłyszałam głos Grella, który wybuchł tuż za moim uchem
-SEEEEEEEEEEEEEBUŚ! -Krzyknął, wieszając się chłopakowi na szyi. Poczułam dziwne zniesmaczenie tą sytuacją, więc zaczęłam rozglądać się dalej. Obok chłopaka, dostrzegłam wyższą ode mnie dziewczynę, o czarnych włosach, i czerwonych oczach, patrzących na mnie ciekawie, lecz po chwili się odezwała
-Witamy w rezydencji Phantomhive. -Powiedziała z uśmiechem, po czym podała mi swoją rękę. Dopiero teraz poznałam ją. Byłą to dziewczyna z pociągu, która razem z młodym hrabią siedziała obok mnie.
-Emm... Dzień dobry -Powiedziałam, kłaniając się, i uciskając rękę kobiety.
czwartek, 5 stycznia 2017
Obowiązki Kamerdynera (Rozdział III)
Po tym jakże męczącym, spotkaniu wróciliśmy do rezydencji. Sebastian poszedł przebrać Panicza, a ja miałam się zając podwieczorkiem. Szybkim krokiem podreptałam w stronę kuchni, w której zastałam młodzieńca z papierosem w ustach i jasnych, blond włosach. Szybko odwrócił się w moją stronę i spojrzał na mnie z uśmiechem
. -No, no, nooo... Widzę, że Panicz w końcu zatrudnił kogoś dla mnie – powiedział.
– Eee… Dzień dobry? – odparłam zmieszana
– ACH TAK! Gdzie moje maniery? Nazywam się Baldroy, ale mów mi Bard – Napluł sobie na dłoń i mi ją podał. Z lekkim obrzydzeniem uścisnęłam dłoń chłopaka.
– Ja jestem Shiro.
– Ładne imię! A skąd się wzięłaś w rezydencji Panienko? – Zapytał niebezpiecznie zbliżając się do mnie, oddalając się wydusiłam z siebie
-Echh…Ach… Ymmm… – Nagle przede mną stanęła o głowę wyższa ode mnie sylwetka. Był to Sebastian.
– Baldroy… Bierz się do roboty. Nie musisz "zajmować się" nią. – Powiedział Sebastian patrząc na mnie. – A Ty miałaś gotować nieprawdaż?
– Yhh… TAK WŁAŚNIE! – krzyknęłam podlatując do lodówki. Mało brakowało, a bym strąciła miskę stojącą na blacie. – Co my tu mamy… Seba Panicz lubi naleśniki?
– Sebastian… – poprawił mnie chłopak
– Sebastianie… Panicz lubi naleśniki? – zapytałam ponownie wyraźnie wyodrębniając jego imię.
– Owszem lubi, ale radziłbym Ci zrobić coś bardziej pożywnego. Hrabia je słodycze jedynie między posiłkami.
-Ale przecież to tylko dziecko…
– Ale nie zwalnia go to z tego, że jest Głową Rodu Phanomhive i musi o siebie dbać. – odparł ostro.
– Dobra. To zrobimy kurczaka z warzywami. – Po tych słowach zabrałam się do roboty.
Dawno nie gotowałam, ale wyszło mi całkiem nieźle. Jako iż jest to danie dla Hrabiego to musiałam wybierać specjalny talerz, sztućce itd. Po godzinie wszystko było gotowe. Tylko czekać na Panicza i jego zdanie na temat tego co przygotowałam. Szczerze na prawdę się bałam.Nagle spostrzegłam młodego Hrabiego u drzwi jadalni. Powoli zasiadł do stołu i skosztował kawałka kurczaka. Patrzyłam na niego jakby właśnie miał przesądzić o tym czy zostanę przy życiu, czy nie. Młody władca roześmiał się tylko. Karciłam się w myślach. Jak mogłam sądzić, że uda mi się coś ugotować i jeszcze będzie to komuś smakować?
– Niezłe… Jednak mój nowy pies coś potrafi – Odparł po chwili. PIES? Co? Chyba się przesłyszałam…– Co masz taką minę? – zapytał z swoim cynicznym uśmiechem – Sebastianie masz o jeden obowiązek mniej. Ona od dziś będzie gotować.
– Yes, My Lord – Lokaj uklęknął na jedno kolano spuszczając głowę.
Ten niemiłosiernie długi tydzień nauki, poprawek, upomnień, kar itd. dobiegł końca. Rzuciłam się na łóżko (TAK NA ŁÓŻKO! W KOŃCU < 33), aby odpłynąć w krainę snów.
-SHIRO!- usłyszałam czyjś krzyk.
– CZEGO ?! – odparłam zaspana
– Shiro… – dopiero teraz dotarło do mnie kto to mówił…– PRZEPRASZAM! Byłam zmęczona no i…yh…
– Dobrze nie tłumacz się, nie ma na to czasu. –Pociągnął mnie za rękę. W mojej głowie była tylko jedna myśl, aby wrócić do łóżeczka. Jednak zamiast miękkiego, cieplutkiego łóżeczka postawiono mnie przed mopem i wiadrem z wodą. Westchnęłam. Wzięłam do ręki mopa i zaczęłam wycierać podłogi. Robiłam to z prędkością światła, aby jak najszybciej móc odpocząć. Niestety umycie podłóg nie było moim jedynym zadaniem… Gdy skończyłam coś robić Sebastian natychmiastowo wymyślał dla mnie nowe zajęcie. W końcu skończyłam. Wykończona powlokłam się w stronę pokoju dla służby, położyłam się na łóżku i… usłyszałam dźwięk budzika
.– Dlaczego cały świat jest przeciwko mnie? – mamrotałam pod nosem ubierając się powoli.Jak zawsze poranek spędzałam w kuchni robiąc śniadanie dla Panicza. Dzisiaj musiałam zrobić trochę więcej jedzenia ze względu na gości więc nic mi nie przeszkadzało w zrobieniu naleśników (Bo przecież przy gościach Panicz może sobie pozwolić na coś słodkiego). Zrobiłam pulchne naleśniki z polewą czekoladową i malinami, a jeśli ktoś miałby ochotę pozmieniać trochę dodatki to dałam na drugim talerzu naleśniki bez dodatków, jagody, truskawki i maliny w miseczkach, bitą śmietanę, polewę karmelową i polewę czekoladową, a do picia Earl Grey.Wszystko było gotowe. Teraz zostało tylko czekać na gości. W końcu po rezydencji rozbrzmiał się dzwonek do drzwi. Razem z Sebastianem otworzyliśmy drzwi z wielkimi, wymuszonymi uśmiechami, lecz gdy zobaczyłam kto stał w drzwiach… zamurowało mnie.Była tam czerwono-włosa dziewczyna, którą spotkałam wczoraj i (chyba) chłopak o tym samym kolorze włosów. Bez żadnego przywitania chłopak rzucił się na Sebastiana.
–SEEEEEEEEEEEEEBUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUŚ! – krzyknął tuląc go. Mina Sebastiana mówiła sama za siebie. Miałam ochotę roześmiać się na cały głos, ale jednocześnie wiedziałam, że tak nie wypada. Wyprostowałam się więc i z uśmiechem podałam rękę dziewczynie, która stała i wpatrywała się w podłogę
.– Witamy w Rezydencji Phantomhive – Powiedziałam uprzejmie. Trudno uwierzyć, ale Sebastian uczył mnie poprawnej wymowy tego zdania 2 godziny.
– Echh… Dzień Dobry – odpowiedziała dziewczyna.
~Shiro ♥
. -No, no, nooo... Widzę, że Panicz w końcu zatrudnił kogoś dla mnie – powiedział.
– Eee… Dzień dobry? – odparłam zmieszana
– ACH TAK! Gdzie moje maniery? Nazywam się Baldroy, ale mów mi Bard – Napluł sobie na dłoń i mi ją podał. Z lekkim obrzydzeniem uścisnęłam dłoń chłopaka.
– Ja jestem Shiro.
– Ładne imię! A skąd się wzięłaś w rezydencji Panienko? – Zapytał niebezpiecznie zbliżając się do mnie, oddalając się wydusiłam z siebie
-Echh…Ach… Ymmm… – Nagle przede mną stanęła o głowę wyższa ode mnie sylwetka. Był to Sebastian.
– Baldroy… Bierz się do roboty. Nie musisz "zajmować się" nią. – Powiedział Sebastian patrząc na mnie. – A Ty miałaś gotować nieprawdaż?
– Yhh… TAK WŁAŚNIE! – krzyknęłam podlatując do lodówki. Mało brakowało, a bym strąciła miskę stojącą na blacie. – Co my tu mamy… Seba Panicz lubi naleśniki?
– Sebastian… – poprawił mnie chłopak
– Sebastianie… Panicz lubi naleśniki? – zapytałam ponownie wyraźnie wyodrębniając jego imię.
– Owszem lubi, ale radziłbym Ci zrobić coś bardziej pożywnego. Hrabia je słodycze jedynie między posiłkami.
-Ale przecież to tylko dziecko…
– Ale nie zwalnia go to z tego, że jest Głową Rodu Phanomhive i musi o siebie dbać. – odparł ostro.
– Dobra. To zrobimy kurczaka z warzywami. – Po tych słowach zabrałam się do roboty.
Dawno nie gotowałam, ale wyszło mi całkiem nieźle. Jako iż jest to danie dla Hrabiego to musiałam wybierać specjalny talerz, sztućce itd. Po godzinie wszystko było gotowe. Tylko czekać na Panicza i jego zdanie na temat tego co przygotowałam. Szczerze na prawdę się bałam.Nagle spostrzegłam młodego Hrabiego u drzwi jadalni. Powoli zasiadł do stołu i skosztował kawałka kurczaka. Patrzyłam na niego jakby właśnie miał przesądzić o tym czy zostanę przy życiu, czy nie. Młody władca roześmiał się tylko. Karciłam się w myślach. Jak mogłam sądzić, że uda mi się coś ugotować i jeszcze będzie to komuś smakować?
– Niezłe… Jednak mój nowy pies coś potrafi – Odparł po chwili. PIES? Co? Chyba się przesłyszałam…– Co masz taką minę? – zapytał z swoim cynicznym uśmiechem – Sebastianie masz o jeden obowiązek mniej. Ona od dziś będzie gotować.
– Yes, My Lord – Lokaj uklęknął na jedno kolano spuszczając głowę.
Ten niemiłosiernie długi tydzień nauki, poprawek, upomnień, kar itd. dobiegł końca. Rzuciłam się na łóżko (TAK NA ŁÓŻKO! W KOŃCU < 33), aby odpłynąć w krainę snów.
-SHIRO!- usłyszałam czyjś krzyk.
– CZEGO ?! – odparłam zaspana
– Shiro… – dopiero teraz dotarło do mnie kto to mówił…– PRZEPRASZAM! Byłam zmęczona no i…yh…
– Dobrze nie tłumacz się, nie ma na to czasu. –Pociągnął mnie za rękę. W mojej głowie była tylko jedna myśl, aby wrócić do łóżeczka. Jednak zamiast miękkiego, cieplutkiego łóżeczka postawiono mnie przed mopem i wiadrem z wodą. Westchnęłam. Wzięłam do ręki mopa i zaczęłam wycierać podłogi. Robiłam to z prędkością światła, aby jak najszybciej móc odpocząć. Niestety umycie podłóg nie było moim jedynym zadaniem… Gdy skończyłam coś robić Sebastian natychmiastowo wymyślał dla mnie nowe zajęcie. W końcu skończyłam. Wykończona powlokłam się w stronę pokoju dla służby, położyłam się na łóżku i… usłyszałam dźwięk budzika
.– Dlaczego cały świat jest przeciwko mnie? – mamrotałam pod nosem ubierając się powoli.Jak zawsze poranek spędzałam w kuchni robiąc śniadanie dla Panicza. Dzisiaj musiałam zrobić trochę więcej jedzenia ze względu na gości więc nic mi nie przeszkadzało w zrobieniu naleśników (Bo przecież przy gościach Panicz może sobie pozwolić na coś słodkiego). Zrobiłam pulchne naleśniki z polewą czekoladową i malinami, a jeśli ktoś miałby ochotę pozmieniać trochę dodatki to dałam na drugim talerzu naleśniki bez dodatków, jagody, truskawki i maliny w miseczkach, bitą śmietanę, polewę karmelową i polewę czekoladową, a do picia Earl Grey.Wszystko było gotowe. Teraz zostało tylko czekać na gości. W końcu po rezydencji rozbrzmiał się dzwonek do drzwi. Razem z Sebastianem otworzyliśmy drzwi z wielkimi, wymuszonymi uśmiechami, lecz gdy zobaczyłam kto stał w drzwiach… zamurowało mnie.Była tam czerwono-włosa dziewczyna, którą spotkałam wczoraj i (chyba) chłopak o tym samym kolorze włosów. Bez żadnego przywitania chłopak rzucił się na Sebastiana.
–SEEEEEEEEEEEEEBUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUŚ! – krzyknął tuląc go. Mina Sebastiana mówiła sama za siebie. Miałam ochotę roześmiać się na cały głos, ale jednocześnie wiedziałam, że tak nie wypada. Wyprostowałam się więc i z uśmiechem podałam rękę dziewczynie, która stała i wpatrywała się w podłogę
.– Witamy w Rezydencji Phantomhive – Powiedziałam uprzejmie. Trudno uwierzyć, ale Sebastian uczył mnie poprawnej wymowy tego zdania 2 godziny.
– Echh… Dzień Dobry – odpowiedziała dziewczyna.
~Shiro ♥
środa, 23 listopada 2016
Odkrycie (Rozdział II)
Obudziłam się. Leżałam w jakimś białym pokoju. Szybko przypomniałam sobie wczorajszy dzień. Wyskoczyłam spod kołdry, po czym podbiegłam do okna. Za nim, widniała wielka polana, która ciągnęła się w nieskończoność. Otworzyłam drzwi, które znajdowały się na przeciwko mojego łóżka. Znajdowała się tam mała łazienka. Wszystkie akcesoria były już tam. Ogarnęłam się szybko, po czym wpadłam do pokoju. Otworzyłam białą szafę. Znajdowała się tam tylko jedna koszula, i czerwona spódniczka. Przebrałam się szybko. Wyszłam poddenerwowana z pokoju. Szybko zaczęłam biec przez korytarz. Po chwili dotarłam do celu. Było nim biuro Williama. Otworzyłam z grymasem drzwi, po czym wparowałam do pokoju. Znajdował się tam William, i ten sam czerwono włosy chłopak, którego widziałam wczoraj. Ignorując rudzielca, zwróciłam się do brązowowłosego.
-Kiedy mogę z tąd odejść...?! -Powiedziałam kładąc ręce na blacie biurka, i patrząc w oczy chłopak.
-Aż przejdziesz na emeryturę. Równie dobrze, możesz zostać tu już na zawszę...-Powiedział poprawiając okulary na nosie. Zmrużyłam oczy. -A jeśli już tu jesteś...Dzisiaj będziesz mieć pierwsze zlecenia, które zadecydują o tym, czy się nadajesz...-Powiedział swoim znudzonym tonem
-A co jeśli nie chcę ? -Powiedziałam przymrużając oczy. Nie byłam osobą, która dawała za wygraną. Usłyszałam ciche parsknięcie od strony rudzielca. Odepchnęłam się od biurka, z siłą błyskawicy. Odwróciłam się na pięcie, i z trzaskiem wyszłam z biura. Zdenerwowana poszłam wzdłuż korytarza. Chciałam jak najszybciej z tąd wyjść. Po kilku sekundach, spotkałam jakiegoś chłopaka. Na oko miał 17-18 lat. Miał blond włosy, z czarnymi odrostami. Podeszłam do niego powoli
-Przepraszam. Możesz mi pomóc ? Chciałabym z tąd wyjść, ale nie wiem jak...-Powiedziałam znudzona. Chłopak uśmiechnął się promiennie
-Jasne! Musisz przejść tym korytarzem aż do samego jego końca, zejść na dół po schodach, i wyjść dużymi drzwiami. Jeśli będziesz chciała dojść do Londynu, polecam ci pojechać pociągiem. Jeśli jesteś Shinigami, możesz tam wejść bez biletu. Podróż trwa krótko. Mam nadzieję, że pomogłem...-Powiedziała, po czym odszedł. podziękowałam szybko, i podążyłam droga którą, wskazał mi chłopak. Na szczęście udało mi się to. Tak jak powiedział blondyn. Wsiadłam szybko do pociągu. Siedziałam naburmuszona w przedziale. Zegar, który wisiał nad drzwiami do następnego wagonu, wskazywał godzinę 12:47. Siedziałam tak, aż pociąg w końcu ruszył. W pewnym momencie, na siedzeniach, po drugiej stronie, usiadło dziecko, wraz z młodą dziewczyną, oraz chłopakiem. Zerknęłam na nich kątem oka. Chłopczyk miał bardzo poważny wyraz twarzy. Dziewczyna, w pewnym momencie zauważyła, że się im przypatruje, i popatrzyła na mnie swoimi czerwonymi oczyma. Szybko odwróciłam wzrok, zaczęłam wyglądać przez okno.
-Nie martw się paniczu. Za niedługo będziemy na miejscu. -Powiedział męski głos.
*Paniczu ? Dlaczego on odzywa się tak do małego chłopca?* -Pomyślałam. Po chwili pociąg zatrzymał się, a gdy wyjrzało się przez okno, wzrokiem napotykało się tabliczkę, z napisem "Londyn". Szybko poderwałam się z miejsca, i wyszłam na peron. Nie było tu za wiele osób, ponieważ była był środek tygodnia, a do tego południe. Gdy zrobiłam jeden krok do przodu, znikąd, pojawił się przede mną...Grell ? Chyba tak. Popatrzył na mnie swoim znudzonym wzrokiem
-Gdzie ty żeś polazła?! Żadnego szacunku! -Wybuchnął.
-Nie będziecie mi mówić do mam robić! -Krzyknęłam, patrząc w jego zielone oczy. Kątem okna, dojrzałam jak wymieniona przedtem trójka, nam się przygląda. Zignorowałam to, i ruszyłam do przodu. Niestety, nie udało mi się to, ponieważ chłopak złapał mnie za przed ramię mocno. Odwróciłam się z mocnym tupnięciem
-CZEGO TY CHCESZ?! -Krzyknęłam. Chłopak popatrzył na mnie zdumiony
-Uspokój się! Tu są ludzie ty debilko! -Powiedział zniechęcony. Parsknęłam cicho, i wyrwałam się z uścisku chłopaka. Rozglądnęłam się. Nikogo wokół nas nie było, oprócz dzieciaka, który wyglądał na zniechęconego, oraz pary, która przyglądała mi się bacznie. Odwróciłam się na pięcie, i popędziłam szybko w stronę miasta. Oczywiście Grell puścił się w pogoń za mną. Byłam znacznie szybsza, niż podczas mojego "życia", więc była to niezła zabawa. Po chwili dotarłam do jakiegoś lasu. W końcu zatrzymałam się. Chłopak, nie widząc tego, wpadł na mnie, co spowodowało przewrócenie się na drzewa.
-Ała...! -Powiedziałam, zrzucając z siebie chłopaka. Otrzepałam się szybko
-Nawet nie waż się, uciekać...! -powiedział, szybko się podnosząc. Parsknęłam cicho, i odwróciłam się na pięcie. Nie miałam ochoty go słuchać. Pobiegłam żwawym krokiem w stronę Londynu
Biegłam przez ulice, z uśmiechem na twarzy. Wymijałam ludzi zwinnie. Za sobą jednak, słyszałam krzyki Grella
-Ej! Midari! Stój że!!! -Krzyczał. Zaśmiałam się odwracając głowę
-Pocałuj mnie w tyłek! -Krzyknęłam, przyspieszając. Ani się obejrzałam, byliśmy obok centrali. Zatrzymałam się zdziwiona. Nie chciałam tam iść, ale nie miałam wyboru. Z parsknięciem, weszłam przez białe drzwi. Ignorując Grella, podreptałam do swojego pokoju, i zamknęłam mu drzwi przed nosem, po czym walnęłam się na łóżko...
-Kiedy mogę z tąd odejść...?! -Powiedziałam kładąc ręce na blacie biurka, i patrząc w oczy chłopak.
-Aż przejdziesz na emeryturę. Równie dobrze, możesz zostać tu już na zawszę...-Powiedział poprawiając okulary na nosie. Zmrużyłam oczy. -A jeśli już tu jesteś...Dzisiaj będziesz mieć pierwsze zlecenia, które zadecydują o tym, czy się nadajesz...-Powiedział swoim znudzonym tonem
-A co jeśli nie chcę ? -Powiedziałam przymrużając oczy. Nie byłam osobą, która dawała za wygraną. Usłyszałam ciche parsknięcie od strony rudzielca. Odepchnęłam się od biurka, z siłą błyskawicy. Odwróciłam się na pięcie, i z trzaskiem wyszłam z biura. Zdenerwowana poszłam wzdłuż korytarza. Chciałam jak najszybciej z tąd wyjść. Po kilku sekundach, spotkałam jakiegoś chłopaka. Na oko miał 17-18 lat. Miał blond włosy, z czarnymi odrostami. Podeszłam do niego powoli
-Przepraszam. Możesz mi pomóc ? Chciałabym z tąd wyjść, ale nie wiem jak...-Powiedziałam znudzona. Chłopak uśmiechnął się promiennie
-Jasne! Musisz przejść tym korytarzem aż do samego jego końca, zejść na dół po schodach, i wyjść dużymi drzwiami. Jeśli będziesz chciała dojść do Londynu, polecam ci pojechać pociągiem. Jeśli jesteś Shinigami, możesz tam wejść bez biletu. Podróż trwa krótko. Mam nadzieję, że pomogłem...-Powiedziała, po czym odszedł. podziękowałam szybko, i podążyłam droga którą, wskazał mi chłopak. Na szczęście udało mi się to. Tak jak powiedział blondyn. Wsiadłam szybko do pociągu. Siedziałam naburmuszona w przedziale. Zegar, który wisiał nad drzwiami do następnego wagonu, wskazywał godzinę 12:47. Siedziałam tak, aż pociąg w końcu ruszył. W pewnym momencie, na siedzeniach, po drugiej stronie, usiadło dziecko, wraz z młodą dziewczyną, oraz chłopakiem. Zerknęłam na nich kątem oka. Chłopczyk miał bardzo poważny wyraz twarzy. Dziewczyna, w pewnym momencie zauważyła, że się im przypatruje, i popatrzyła na mnie swoimi czerwonymi oczyma. Szybko odwróciłam wzrok, zaczęłam wyglądać przez okno.
-Nie martw się paniczu. Za niedługo będziemy na miejscu. -Powiedział męski głos.
*Paniczu ? Dlaczego on odzywa się tak do małego chłopca?* -Pomyślałam. Po chwili pociąg zatrzymał się, a gdy wyjrzało się przez okno, wzrokiem napotykało się tabliczkę, z napisem "Londyn". Szybko poderwałam się z miejsca, i wyszłam na peron. Nie było tu za wiele osób, ponieważ była był środek tygodnia, a do tego południe. Gdy zrobiłam jeden krok do przodu, znikąd, pojawił się przede mną...Grell ? Chyba tak. Popatrzył na mnie swoim znudzonym wzrokiem
-Gdzie ty żeś polazła?! Żadnego szacunku! -Wybuchnął.
-Nie będziecie mi mówić do mam robić! -Krzyknęłam, patrząc w jego zielone oczy. Kątem okna, dojrzałam jak wymieniona przedtem trójka, nam się przygląda. Zignorowałam to, i ruszyłam do przodu. Niestety, nie udało mi się to, ponieważ chłopak złapał mnie za przed ramię mocno. Odwróciłam się z mocnym tupnięciem
-CZEGO TY CHCESZ?! -Krzyknęłam. Chłopak popatrzył na mnie zdumiony
-Uspokój się! Tu są ludzie ty debilko! -Powiedział zniechęcony. Parsknęłam cicho, i wyrwałam się z uścisku chłopaka. Rozglądnęłam się. Nikogo wokół nas nie było, oprócz dzieciaka, który wyglądał na zniechęconego, oraz pary, która przyglądała mi się bacznie. Odwróciłam się na pięcie, i popędziłam szybko w stronę miasta. Oczywiście Grell puścił się w pogoń za mną. Byłam znacznie szybsza, niż podczas mojego "życia", więc była to niezła zabawa. Po chwili dotarłam do jakiegoś lasu. W końcu zatrzymałam się. Chłopak, nie widząc tego, wpadł na mnie, co spowodowało przewrócenie się na drzewa.
-Ała...! -Powiedziałam, zrzucając z siebie chłopaka. Otrzepałam się szybko
-Nawet nie waż się, uciekać...! -powiedział, szybko się podnosząc. Parsknęłam cicho, i odwróciłam się na pięcie. Nie miałam ochoty go słuchać. Pobiegłam żwawym krokiem w stronę Londynu
Biegłam przez ulice, z uśmiechem na twarzy. Wymijałam ludzi zwinnie. Za sobą jednak, słyszałam krzyki Grella
-Ej! Midari! Stój że!!! -Krzyczał. Zaśmiałam się odwracając głowę
-Pocałuj mnie w tyłek! -Krzyknęłam, przyspieszając. Ani się obejrzałam, byliśmy obok centrali. Zatrzymałam się zdziwiona. Nie chciałam tam iść, ale nie miałam wyboru. Z parsknięciem, weszłam przez białe drzwi. Ignorując Grella, podreptałam do swojego pokoju, i zamknęłam mu drzwi przed nosem, po czym walnęłam się na łóżko...
Nowe życie (Rozdział II)
Mężczyzna zaprowadził mnie do skromnego, białego pokoiku, który był znacznie bardziej ubogo zdobiony, niż reszta Rezydencji. Demon zgasił świecę, którą trzymał w swej dłoni, a zaświecił małą lampkę nocną, która jak na swój rozmiar dość dobrze rozświetlała pokój.
Lokaj wyciągnął z szafy kołdrę poduszki i położył na ziemi materac oparty o ścianę.
- Na razie będziesz musiała spać na materacu obok łóżka, ponieważ nie przygotowaliśmy dla ciebie pokoju. - Nie dyskutowałam. Położyłam się na materacu. Już od dawna nie spałam na czymś tak miękkim. W prawdzie to prawie w ogóle nie spałam. Przykryłam się kołdrą, aż pod sam czubek nosa, a już po chwili zasnęłam.
Obudziłam się wraz z wschodem słońca. Przetarłam oczy i rozejrzałam się po pokoju. Sebastiana nie było, ale na krześle obok materaca leżały ubrania, a na nich mała starannie napisana karteczka. Podniosłam się i sięgnęłam po nią.
"Uzgodniłem z Paniczem, że możesz z nami zostać. Dzisiaj zaraz po wstaniu z łóżka zaczynasz pracę. Na krześle jest twój strój służbowy. Proszę załóż go.
~Sebastian"
Na krześle leżała czarna spódniczka, biała bluzka, czarna marynarka i czarne zakolanówki.
Ubrałam ten strój i wyszłam z pokoju. Zaczęłam szukać kogoś kto mógłby mi pomóc znaleźć Sebastiana. Zaczęłam przemierzać korytarze. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę o wielkości tej rezydencji. Po długich "poszukiwaniach" dojrzałam czerwoną czuprynę. Pobiegłam w jej stronę.
- Przepraszam ! - krzyknęłam zadyszana.
Dziewczyna odwróciła się do mnie nerwowo.
- T-tak ?
-Nie wie Pani gdzie może być Pan Sebastian ? -zapytałam.
- N-niech Panienka czeka. - Powiedziała jąkając się. - Zaprowadzę Panią.
dziewczyna zaprowadziła mnie pod drzwi pokoju Hrabiego. Mogłam się spodziewać tego, że Sebastian tam będzie. Podziękowałam dziewczynie, która po chwili odeszła w głąb korytarza. Zapukałam do drzwi lekko je otwierając.
- Proszę - Powiedział trzynastoletni władca. Posłusznie weszłam do pokoju.
Na łóżku siedział Ciel w koszuli nocnej pijący Herbatę. Obok niego stał Sebastian, któremu moje towarzystwo najwyraźniej przeszkadzało, ponieważ gdy weszłam do pokoju jego mina momentalnie zrzedła.
- Sebastianie dzisiaj miałam zacząć prace nieprawdaż ? - Rzekłam z lekkim uśmiechem.
- Tak. Zaraz Ci powiem co masz zrobić, ale najpierw muszę ubrać Panicza, więc proszę wyjdź. - Powiedział z udawanym uśmiechem.
Posłusznie wyszłam z pokoju i czekałam za drzwiami, aż lokaj da mi znak, abym weszła.
Po piętnastu minutach lokaj wpuścił mnie do środka. Przy biurku siedział dumnie młody Hrabia. Na mój widok parsknął.
- Czyli tu jest nasz "przestępca" - Powiedział wstając z krzesła. - Chciałaś zabić nie winnego chłopczyka co?
Popatrzyłam na niego z niechęcią. Ten podszedł do mnie i z całej siły walnął w policzek.
- Gdyby nie Sebastian dawno gniłabyś w otchłani piekieł ! - Krzyknął.
Demon, który patrzył na całą sytuację uśmiechnął się złośliwie. Miałam ochotę udusić tego smarkacza, ale praca tutaj była moją jedyną nadzieją.
- Jeśli zrobisz jeden maleńki błąd, lub nie posłuchasz mnie, Twojego Pana rozkaże Sebastianowi, aby dał ci karę. - Powiedział ignorując mój wzrok. Widać było, że chłopiec nie lubił kiedy coś szło nie po jego myśli.
- Nie chcę Paniczowi przeszkadzać, ale musimy się wybrać na spotkanie. - Przerwał Sebastian.
- Kiedy ? - Chłopak odwrócił się do mnie plecami.
- Za pół godziny musimy być na stacji.
- A czy - zerknął na mnie z obrzydzeniem - to musi z nami jechać ?
- Jeśli chce Panicz, nauczyć ją jak ma się zachowywać to to będzie chyba najlepsze wyjście.
Czy oni na prawdę mieli mnie za jakąś dziewczynę z dżungli, która nigdy nie widziała ludzi ? Może i byłam błąkającym się po ulicach, głodnym demonem, ale wbrew ich stwierdzeniom umiałam się zachować.
Na rozkaz młodego władcy wszyłam z pokoju i poszłam przygotować karocę do jazdy.
Po kilkunastu minutach Lokaj i Hrabia wyszli z rezydencji i i ruszyliśmy w drogę. Pojazdem kierował niski blondyn, który w przeciwieństwie do Sebastiana i Ciela wyglądał na bardzo miłego. Cała droga do Londynu zleciała nam bardzo szybko i w kompletnej ciszy.
Gdy wysiedliśmy z karocy to czekała nas jeszcze jedna podróż. Weszliśmy do pociągu. Sebastian zapłacił za jazdę, a ja z Paniczem zajęłam miejsce. Opadliśmy powoli na krzesła.
Popatrzyłam na zegar. Była godzina 9:36. Po chwili pociąg ruszył.
Spotkanie trwało niecałe 3 godziny. Oczywiście nie mogłam tam z nimi wejść tylko musiałam siedzieć przed drzwiami jak samotny, obłąkany pies. Gdy w końcu wyszli z pokoju musieliśmy się śpieszyć, bo odjechałby nam pociąg. Szybko ruszyliśmy w stronę pociągu. Zdążyliśmy w ostatnim momencie. Zajęliśmy swoje miejsca.
Nagle zauważyłam, że czerwonowłosa dziewczyna się nam przygląda. Zerknęłam na nią, a ona w błyskawicznym tempie odwróciła wzrok.
- Te spotkanie było wyczerpujące... - powiedział młody Hrabia wzdychając.
- Nie martw się Paniczu. Za niedługo będziemy na miejscu - odparł Sebastian
Po kilku minutach byliśmy w Londynie. Razem z Hrabią i Lokajem wyszliśmy na Peron, a nasze wzroki przykuł widok wcześniej wymienionej dziewczyny kłócącej się z... chłopakiem ?
Nie byłam pewna co do jego płci, ponieważ miał długie, jaskrawo czerwone włosy i ubrany był jak kobieta.
Przyglądaliśmy się im ze zdziwieniem, zresztą nie tylko my. Tłum się rozszedł, ale my cały czas przyglądaliśmy się owej dwójce. Zdawało się, że dla Sebastiana i Ciela nie byli oni obcy.
Nagle dziewczyna uciekła, a w pogoń za nią ruszył chłopak.
Lokaj wyciągnął z szafy kołdrę poduszki i położył na ziemi materac oparty o ścianę.
- Na razie będziesz musiała spać na materacu obok łóżka, ponieważ nie przygotowaliśmy dla ciebie pokoju. - Nie dyskutowałam. Położyłam się na materacu. Już od dawna nie spałam na czymś tak miękkim. W prawdzie to prawie w ogóle nie spałam. Przykryłam się kołdrą, aż pod sam czubek nosa, a już po chwili zasnęłam.
Obudziłam się wraz z wschodem słońca. Przetarłam oczy i rozejrzałam się po pokoju. Sebastiana nie było, ale na krześle obok materaca leżały ubrania, a na nich mała starannie napisana karteczka. Podniosłam się i sięgnęłam po nią.
"Uzgodniłem z Paniczem, że możesz z nami zostać. Dzisiaj zaraz po wstaniu z łóżka zaczynasz pracę. Na krześle jest twój strój służbowy. Proszę załóż go.
~Sebastian"
Na krześle leżała czarna spódniczka, biała bluzka, czarna marynarka i czarne zakolanówki.
Ubrałam ten strój i wyszłam z pokoju. Zaczęłam szukać kogoś kto mógłby mi pomóc znaleźć Sebastiana. Zaczęłam przemierzać korytarze. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę o wielkości tej rezydencji. Po długich "poszukiwaniach" dojrzałam czerwoną czuprynę. Pobiegłam w jej stronę.
- Przepraszam ! - krzyknęłam zadyszana.
Dziewczyna odwróciła się do mnie nerwowo.
- T-tak ?
-Nie wie Pani gdzie może być Pan Sebastian ? -zapytałam.
- N-niech Panienka czeka. - Powiedziała jąkając się. - Zaprowadzę Panią.
dziewczyna zaprowadziła mnie pod drzwi pokoju Hrabiego. Mogłam się spodziewać tego, że Sebastian tam będzie. Podziękowałam dziewczynie, która po chwili odeszła w głąb korytarza. Zapukałam do drzwi lekko je otwierając.
- Proszę - Powiedział trzynastoletni władca. Posłusznie weszłam do pokoju.
Na łóżku siedział Ciel w koszuli nocnej pijący Herbatę. Obok niego stał Sebastian, któremu moje towarzystwo najwyraźniej przeszkadzało, ponieważ gdy weszłam do pokoju jego mina momentalnie zrzedła.
- Sebastianie dzisiaj miałam zacząć prace nieprawdaż ? - Rzekłam z lekkim uśmiechem.
- Tak. Zaraz Ci powiem co masz zrobić, ale najpierw muszę ubrać Panicza, więc proszę wyjdź. - Powiedział z udawanym uśmiechem.
Posłusznie wyszłam z pokoju i czekałam za drzwiami, aż lokaj da mi znak, abym weszła.
Po piętnastu minutach lokaj wpuścił mnie do środka. Przy biurku siedział dumnie młody Hrabia. Na mój widok parsknął.
- Czyli tu jest nasz "przestępca" - Powiedział wstając z krzesła. - Chciałaś zabić nie winnego chłopczyka co?
Popatrzyłam na niego z niechęcią. Ten podszedł do mnie i z całej siły walnął w policzek.
- Gdyby nie Sebastian dawno gniłabyś w otchłani piekieł ! - Krzyknął.
Demon, który patrzył na całą sytuację uśmiechnął się złośliwie. Miałam ochotę udusić tego smarkacza, ale praca tutaj była moją jedyną nadzieją.
- Jeśli zrobisz jeden maleńki błąd, lub nie posłuchasz mnie, Twojego Pana rozkaże Sebastianowi, aby dał ci karę. - Powiedział ignorując mój wzrok. Widać było, że chłopiec nie lubił kiedy coś szło nie po jego myśli.
- Nie chcę Paniczowi przeszkadzać, ale musimy się wybrać na spotkanie. - Przerwał Sebastian.
- Kiedy ? - Chłopak odwrócił się do mnie plecami.
- Za pół godziny musimy być na stacji.
- A czy - zerknął na mnie z obrzydzeniem - to musi z nami jechać ?
- Jeśli chce Panicz, nauczyć ją jak ma się zachowywać to to będzie chyba najlepsze wyjście.
Czy oni na prawdę mieli mnie za jakąś dziewczynę z dżungli, która nigdy nie widziała ludzi ? Może i byłam błąkającym się po ulicach, głodnym demonem, ale wbrew ich stwierdzeniom umiałam się zachować.
Na rozkaz młodego władcy wszyłam z pokoju i poszłam przygotować karocę do jazdy.
Po kilkunastu minutach Lokaj i Hrabia wyszli z rezydencji i i ruszyliśmy w drogę. Pojazdem kierował niski blondyn, który w przeciwieństwie do Sebastiana i Ciela wyglądał na bardzo miłego. Cała droga do Londynu zleciała nam bardzo szybko i w kompletnej ciszy.
Gdy wysiedliśmy z karocy to czekała nas jeszcze jedna podróż. Weszliśmy do pociągu. Sebastian zapłacił za jazdę, a ja z Paniczem zajęłam miejsce. Opadliśmy powoli na krzesła.
Popatrzyłam na zegar. Była godzina 9:36. Po chwili pociąg ruszył.
Spotkanie trwało niecałe 3 godziny. Oczywiście nie mogłam tam z nimi wejść tylko musiałam siedzieć przed drzwiami jak samotny, obłąkany pies. Gdy w końcu wyszli z pokoju musieliśmy się śpieszyć, bo odjechałby nam pociąg. Szybko ruszyliśmy w stronę pociągu. Zdążyliśmy w ostatnim momencie. Zajęliśmy swoje miejsca.
Nagle zauważyłam, że czerwonowłosa dziewczyna się nam przygląda. Zerknęłam na nią, a ona w błyskawicznym tempie odwróciła wzrok.
- Te spotkanie było wyczerpujące... - powiedział młody Hrabia wzdychając.
- Nie martw się Paniczu. Za niedługo będziemy na miejscu - odparł Sebastian
Po kilku minutach byliśmy w Londynie. Razem z Hrabią i Lokajem wyszliśmy na Peron, a nasze wzroki przykuł widok wcześniej wymienionej dziewczyny kłócącej się z... chłopakiem ?
Nie byłam pewna co do jego płci, ponieważ miał długie, jaskrawo czerwone włosy i ubrany był jak kobieta.
Przyglądaliśmy się im ze zdziwieniem, zresztą nie tylko my. Tłum się rozszedł, ale my cały czas przyglądaliśmy się owej dwójce. Zdawało się, że dla Sebastiana i Ciela nie byli oni obcy.
Nagle dziewczyna uciekła, a w pogoń za nią ruszył chłopak.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
