***Na początku, chciałam was bardzo przeprosić, za taką wielką przerwę, w rozdziałach. Jeśli dobrze mnie poznacie, będziecie wiedzieć, że jestem strasznym leniem, i często miewam wenę, na inne rzeczy, niż na rozdziały. Mam nadzieję, że te czytadełko będzie formą przeprosin ;)
~Midari***
Obudziłam się ze zniesmaczeniem, przed kolejnym dniem, echem, PRACY, z tym półgłówkiem. Wstałam niechętnie, i postanowiłam wykonać rutynowe obowiązki. Gdy to zrobiłam, z wielkim grymasem, wyszłam na korytarz. Oczywiście, nikogo nie było, bo wszyscy siedzieli w biurach. Jako, że miałam jeszcze trochę wolnego czasu, postanowiłam przejść się po korytarzach budynku, i przyzwyczaić się trochę do nowego miejsca zamieszkania. Centrala nie wydawał się już taka mała, jak myślałam. Było tu pełno zakamarków, wiele korytarzy, pokoi, a co najbardziej mnie zdziwiło, piękny ogród, na samym tyle gmachu, z którego dobrze mogło się zobaczyć zachód słońca. Postanowiłam, że od tej pory, będzie to moje ulubione miejsce, zważywszy na to, że raczej nikt tu nie przychodzi, z wyjątkiem ogrodnika. Usiadłam na małej ławeczce, zamykając oczy, i rozmarzyłam się… Niestety nie na długo, ponieważ obudziło mnie mocne szturchnięcie, przez które prawie upadłam na glebę. Spojrzałam ku górze. Oczywiście, nie mogłam tam znaleźć nikogo innego, jak nie Grell’a, patrzącego na mnie złowrogo. Westchnęłam cicho. Nagle, coś mnie tknęło. Zdałam sobie sprawę, że nie mogę cały czas prowadzić z nim ”boju”, jeśli ma być on moim wspólnikiem, więc stanęłam przed nim prosto, i wyciągnęłam moją bladą rękę, w jego stronę
-Nie miło się wczoraj zachowałam. Przepraszam… -Powiedziałam, jakby od niechcenia, ale zawsze coś. Mężczyzna, podał mi dłoń znudzony, i westchnął cicho.
-Mamy pierwsze zlecenie… -Burknął, ignorując moje wczorajsze zachowanie, po czym podał mi duży zeszyt, przypominający jakąś książkę. Spojrzałam na niego pytająco, co oznaczało, aby wyjaśnił mi, co właściwie trzymam w rękach. Dostrzegłam, jak czerwono-włosy, nie zbyt dyskretnie, kręci oczyma, lecz po chwili zabrał się na wyjaśnienia –W tym zeszycie masz zapisane wszystkie dusze, które masz odebrać. Widać też tutaj, o której godzinie, i którego dnia dojdzie do morderstwa, lub śmierci. –Mruczał pod Nosem, przez co trudno było mi to zrozumieć. Gdy skończył swoje ”wyjaśnienia”, zaczął kierować się w stronę głównych drzwi centrali. Zaciekawiona, otworzyłam wielką księgę, i spojrzałam na dzisiejszy Dzień.
-Musimy zebrać tylko trzy dusze ? I do tego w małym odstępie czasu ? –Zapytałam z pogardą.
-Tak… Podobne Will, będzie miał dla nas potem inne zajęcie, więc dał nam tylko tyle. Tak więc zbieraj manatki, i idziemy do Londynu, bo nie mam ochoty siedzieć tu dłużej –Powiedział, i szybko skierował się w stronę wielkiego miasta
-Te, Ruda! Sprawdź, gdzie mamy iść najpierw. –Powiedział chłopak, rozsiadając się wygodnie na ławce. Prychnęłam , i kolejny raz otworzyłam mój zeszyt.
-O dziesiątej trzydzieści, obok Big Bena, ma zostać przejechana jakaś Mavi. –Powiedziałam, przejeżdżając wzrokiem po literkach, tak, aby się nie zgubić się w wirze wyrazów.
-O… Mamy mało czasu. Może włączysz ten motorek, którym posługiwałaś się wczoraj, i polecisz tam trochę szybciej, niż biegłaś tutaj ? –Zapytał chłopak, a ja, spojrzałam na niego spode łba
-Coś masz dzisiaj wyjątkowy humorek… -Powiedziałam, chowając książkę, i zaczęłam biec pod Big Bena
-Oj uwierz! Mam! –Powiedział szczęśliwy, i ruszył za mną. Podróż nie trwała długo. Szybko ukryliśmy się w bezpiecznym miejscu, i zaczęliśmy obserwować całą akcję. Po chwili, obydwoje dojrzeliśmy blondynkę, która szybko przebiegała przez ulicę. Wtedy to się stało. Dziewczyna nie zauważyła nadjeżdżającego powozu, który następnie uderzył w nią z taką siłą, po której każdy mógł się spodziewać śmierci, biednej nastolatki. Patrzyłam na całą sytuację, z kamieniem na sercu, i wielka kulą w gardle, ale wytrzymałam. Na Grell’u jednak, nie zrobiło to większego wrażenia. Chłopak po całej akcji szybko wyskoczył z ukrycia, i wbił kosę w serce martwego ciała. Moją rolą, było szybkie przecięcie więzi, i oczywiście, zrobiłam to jak najszybciej, aby uporać się, ze strasznym widokiem. Po całej sytuacji, złapałam Grell’a za rękaw, i pociągnęłam do przodu.
-Chodźmy już… Nie chcę tego oglądać… -Powiedziałam, po czym pomaszerowaliśmy do kolejnego miejsca, opisanego w moim zeszycie.
Gdy odebraliśmy już wszystkie dusze, zaczęliśmy zmierzać ku centrali, aby dowiedzieć się, co przygotował dla nas Will. Szybko pobiegliśmy do jego biura, i zastaliśmy go, siedzącego przy biurku z całą stertą papierów
-Już skończyliście ? -Zapytał znudzony, czytając jakiś dokument. Potrząsnęliśmy głowami, na znak potwierdzenia. William spojrzał na nas, i westchną -Dobrze... Teraz, pójdziecie do rezydencji Phantomhive'ów, i razem z hrabią, przedyskutujecie pewien temat. -Wymruczał, i zaczął zanudzać nas jakąś sprawą, której opisać nie mogę, bo kompletnie go nie zrozumiałam
-Zrozumiano ? -Zapytał, chrząkając przy tym głośno. Tym razem tylko Grell przytaknął, a ja siedziałam w bez ruchu. -Świetnie. Tutaj macie list, który musicie dać Hrabi. A teraz, zniknijcie mi z oczu. Mam dużo roboty... -Powiedział, i wrócił do dokumentów. Szybko schowałam kopertę, i zaczęłam kierować się za Grellem, w stronę drzwi.
-Grell... Jak wygląda ta cała rezydencja FANTOMHAJFUW ? -Zapytałam prześmiewczo, a chłopak spojrzał na mnie, jak na jakiegoś debila. Następnie wskazał palcem w stronę lasu, i dopiero teraz zauważyłam tam wielki budynek, który wcale nie był tak daleko nas.
-Właśnie tak -Odparł, chowając rękę w kieszeni, i wracając do swojego marszu
-A-Aha... -Powiedziałam zażenowana. Po kilku minutach, staliśmy przed wielkimi drzwiami. Grell wydawał się czymś strasznie nakręcony. Postanowiłam szybko zakończyć ten dzień, i iść spać, więc szybko zapukałam w grube drewno. Po kilkunastu sekundach, przed nami otworzyły się "wrota" i dojrzeliśmy ogromy hol. Spojrzałam na kogoś, kto otworzył nam drzwi był to wysoki mężczyzna, z czarnymi włosami, oraz uśmiechem na ustach. Nawet nie zdążyłam się przywitać, a usłyszałam głos Grella, który wybuchł tuż za moim uchem
-SEEEEEEEEEEEEEBUŚ! -Krzyknął, wieszając się chłopakowi na szyi. Poczułam dziwne zniesmaczenie tą sytuacją, więc zaczęłam rozglądać się dalej. Obok chłopaka, dostrzegłam wyższą ode mnie dziewczynę, o czarnych włosach, i czerwonych oczach, patrzących na mnie ciekawie, lecz po chwili się odezwała
-Witamy w rezydencji Phantomhive. -Powiedziała z uśmiechem, po czym podała mi swoją rękę. Dopiero teraz poznałam ją. Byłą to dziewczyna z pociągu, która razem z młodym hrabią siedziała obok mnie.
-Emm... Dzień dobry -Powiedziałam, kłaniając się, i uciskając rękę kobiety.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz