Po tym jakże męczącym, spotkaniu wróciliśmy do rezydencji. Sebastian poszedł przebrać Panicza, a ja miałam się zając podwieczorkiem. Szybkim krokiem podreptałam w stronę kuchni, w której zastałam młodzieńca z papierosem w ustach i jasnych, blond włosach. Szybko odwrócił się w moją stronę i spojrzał na mnie z uśmiechem
. -No, no, nooo... Widzę, że Panicz w końcu zatrudnił kogoś dla mnie – powiedział.
– Eee… Dzień dobry? – odparłam zmieszana
– ACH TAK! Gdzie moje maniery? Nazywam się Baldroy, ale mów mi Bard – Napluł sobie na dłoń i mi ją podał. Z lekkim obrzydzeniem uścisnęłam dłoń chłopaka.
– Ja jestem Shiro.
– Ładne imię! A skąd się wzięłaś w rezydencji Panienko? – Zapytał niebezpiecznie zbliżając się do mnie, oddalając się wydusiłam z siebie
-Echh…Ach… Ymmm… – Nagle przede mną stanęła o głowę wyższa ode mnie sylwetka. Był to Sebastian.
– Baldroy… Bierz się do roboty. Nie musisz "zajmować się" nią. – Powiedział Sebastian patrząc na mnie. – A Ty miałaś gotować nieprawdaż?
– Yhh… TAK WŁAŚNIE! – krzyknęłam podlatując do lodówki. Mało brakowało, a bym strąciła miskę stojącą na blacie. – Co my tu mamy… Seba Panicz lubi naleśniki?
– Sebastian… – poprawił mnie chłopak
– Sebastianie… Panicz lubi naleśniki? – zapytałam ponownie wyraźnie wyodrębniając jego imię.
– Owszem lubi, ale radziłbym Ci zrobić coś bardziej pożywnego. Hrabia je słodycze jedynie między posiłkami.
-Ale przecież to tylko dziecko…
– Ale nie zwalnia go to z tego, że jest Głową Rodu Phanomhive i musi o siebie dbać. – odparł ostro.
– Dobra. To zrobimy kurczaka z warzywami. – Po tych słowach zabrałam się do roboty.
Dawno nie gotowałam, ale wyszło mi całkiem nieźle. Jako iż jest to danie dla Hrabiego to musiałam wybierać specjalny talerz, sztućce itd. Po godzinie wszystko było gotowe. Tylko czekać na Panicza i jego zdanie na temat tego co przygotowałam. Szczerze na prawdę się bałam.Nagle spostrzegłam młodego Hrabiego u drzwi jadalni. Powoli zasiadł do stołu i skosztował kawałka kurczaka. Patrzyłam na niego jakby właśnie miał przesądzić o tym czy zostanę przy życiu, czy nie. Młody władca roześmiał się tylko. Karciłam się w myślach. Jak mogłam sądzić, że uda mi się coś ugotować i jeszcze będzie to komuś smakować?
– Niezłe… Jednak mój nowy pies coś potrafi – Odparł po chwili. PIES? Co? Chyba się przesłyszałam…– Co masz taką minę? – zapytał z swoim cynicznym uśmiechem – Sebastianie masz o jeden obowiązek mniej. Ona od dziś będzie gotować.
– Yes, My Lord – Lokaj uklęknął na jedno kolano spuszczając głowę.
Ten niemiłosiernie długi tydzień nauki, poprawek, upomnień, kar itd. dobiegł końca. Rzuciłam się na łóżko (TAK NA ŁÓŻKO! W KOŃCU < 33), aby odpłynąć w krainę snów.
-SHIRO!- usłyszałam czyjś krzyk.
– CZEGO ?! – odparłam zaspana
– Shiro… – dopiero teraz dotarło do mnie kto to mówił…– PRZEPRASZAM! Byłam zmęczona no i…yh…
– Dobrze nie tłumacz się, nie ma na to czasu. –Pociągnął mnie za rękę. W mojej głowie była tylko jedna myśl, aby wrócić do łóżeczka. Jednak zamiast miękkiego, cieplutkiego łóżeczka postawiono mnie przed mopem i wiadrem z wodą. Westchnęłam. Wzięłam do ręki mopa i zaczęłam wycierać podłogi. Robiłam to z prędkością światła, aby jak najszybciej móc odpocząć. Niestety umycie podłóg nie było moim jedynym zadaniem… Gdy skończyłam coś robić Sebastian natychmiastowo wymyślał dla mnie nowe zajęcie. W końcu skończyłam. Wykończona powlokłam się w stronę pokoju dla służby, położyłam się na łóżku i… usłyszałam dźwięk budzika
.– Dlaczego cały świat jest przeciwko mnie? – mamrotałam pod nosem ubierając się powoli.Jak zawsze poranek spędzałam w kuchni robiąc śniadanie dla Panicza. Dzisiaj musiałam zrobić trochę więcej jedzenia ze względu na gości więc nic mi nie przeszkadzało w zrobieniu naleśników (Bo przecież przy gościach Panicz może sobie pozwolić na coś słodkiego). Zrobiłam pulchne naleśniki z polewą czekoladową i malinami, a jeśli ktoś miałby ochotę pozmieniać trochę dodatki to dałam na drugim talerzu naleśniki bez dodatków, jagody, truskawki i maliny w miseczkach, bitą śmietanę, polewę karmelową i polewę czekoladową, a do picia Earl Grey.Wszystko było gotowe. Teraz zostało tylko czekać na gości. W końcu po rezydencji rozbrzmiał się dzwonek do drzwi. Razem z Sebastianem otworzyliśmy drzwi z wielkimi, wymuszonymi uśmiechami, lecz gdy zobaczyłam kto stał w drzwiach… zamurowało mnie.Była tam czerwono-włosa dziewczyna, którą spotkałam wczoraj i (chyba) chłopak o tym samym kolorze włosów. Bez żadnego przywitania chłopak rzucił się na Sebastiana.
–SEEEEEEEEEEEEEBUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUŚ! – krzyknął tuląc go. Mina Sebastiana mówiła sama za siebie. Miałam ochotę roześmiać się na cały głos, ale jednocześnie wiedziałam, że tak nie wypada. Wyprostowałam się więc i z uśmiechem podałam rękę dziewczynie, która stała i wpatrywała się w podłogę
.– Witamy w Rezydencji Phantomhive – Powiedziałam uprzejmie. Trudno uwierzyć, ale Sebastian uczył mnie poprawnej wymowy tego zdania 2 godziny.
– Echh… Dzień Dobry – odpowiedziała dziewczyna.
~Shiro ♥