czwartek, 5 stycznia 2017

Obowiązki Kamerdynera (Rozdział III)

  Po tym jakże męczącym, spotkaniu wró­ci­li­śmy do rezy­den­cji. Seba­stian poszedł prze­brać Pani­cza, a ja mia­łam się zając podwie­czor­kiem. Szyb­kim kro­kiem podrep­ta­łam w stronę kuchni, w któ­rej zasta­łam mło­dzieńca z papie­ro­sem w ustach i jasnych, blond wło­sach. Szybko odwró­cił się w moją stronę i spoj­rzał na mnie z uśmie­chem
. -No, no, nooo... Widzę, że Panicz w końcu zatrud­nił kogoś dla mnie  – powie­dział.
 – Eee… Dzień dobry? – odpar­łam zmie­szana
– ACH TAK! Gdzie moje maniery? Nazy­wam się Bal­droy, ale mów mi Bard – Napluł sobie na dłoń i mi ją podał. Z lek­kim obrzy­dze­niem uści­snę­łam dłoń chło­paka.
 – Ja jestem Shiro.
 – Ładne imię! A skąd się wzię­łaś w rezy­den­cji Panienko? – Zapy­tał nie­bez­piecz­nie zbli­ża­jąc się do mnie, odda­la­jąc się wydu­si­łam z sie­bie
-Echh…Ach… Ymmm… – Nagle przede mną sta­nęła o głowę wyż­sza ode mnie syl­wetka. Był to Seba­stian.
– Bal­droy… Bierz się do roboty. Nie musisz "zajmować się" nią. – Powie­dział Seba­stian patrząc na mnie. – A Ty miałaś goto­wać nie­praw­daż?
 – Yhh… TAK WŁAŚNIE! – krzyk­nę­łam pod­la­tu­jąc do lodówki. Mało bra­ko­wało, a bym strą­ciła miskę sto­jącą na bla­cie. – Co my tu mamy… Seba Panicz lubi nale­śniki?
 – Seba­stian… – popra­wił mnie chło­pak
– Seba­stianie… Panicz lubi nale­śniki? – zapy­tałam ponow­nie wyraź­nie wyod­ręb­nia­jąc jego imię.
– Owszem lubi, ale radził­bym Ci zro­bić coś bar­dziej pożyw­nego. Hra­bia je sło­dy­cze jedy­nie mię­dzy posił­kami.
-Ale prze­cież to tylko dziecko…
– Ale nie zwal­nia go to z tego, że jest Głową Rodu Pha­nom­hive i musi o sie­bie dbać. – odparł ostro.
– Dobra. To zro­bimy kur­czaka z warzy­wami. – Po tych sło­wach zabra­łam się do roboty.
  Dawno nie goto­wa­łam, ale wyszło mi cał­kiem nie­źle. Jako iż jest to danie dla Hra­biego to musia­łam wybie­rać spe­cjalny talerz, sztućce itd. Po godzi­nie wszystko było gotowe. Tylko cze­kać na Pani­cza i jego zda­nie na temat tego co przy­go­to­wa­łam. Szcze­rze na prawdę się bałam.Nagle spo­strze­głam mło­dego Hra­biego u drzwi jadalni. Powoli zasiadł do stołu i skosz­to­wał kawałka kur­czaka. Patrzy­łam na niego jakby wła­śnie miał prze­są­dzić o tym czy zostanę przy życiu, czy nie. Młody władca roze­śmiał się tylko. Kar­ci­łam się w myślach. Jak mogłam sądzić, że uda mi się coś ugoto­wać i jesz­cze będzie to komuś sma­ko­wać?
 – Nie­złe… Jed­nak mój nowy pies coś potrafi – Odparł po chwili. PIES? Co? Chyba się prze­sły­sza­łam…– Co masz taką minę? – zapy­tał z swoim cynicz­nym uśmie­chem – Seba­stianie masz o jeden obo­wią­zek mniej. Ona od dziś będzie goto­wać.
– Yes, My Lord – Lokaj uklęk­nął na jedno kolano spusz­cza­jąc głowę.
  Ten nie­mi­ło­sier­nie długi tydzień nauki, popra­wek, upo­mnień, kar itd. dobiegł końca. Rzuciłam się na łóżko (TAK NA ŁÓŻKO! W KOŃCU < 33), aby odpły­nąć w kra­inę snów.
-SHIRO!- usłyszałam czyjś krzyk.
– CZEGO ?! – odpar­łam zaspana
– Shiro… – dopiero teraz dotarło do mnie kto to mówił…– PRZEPRASZAM! Byłam zmę­czona no i…yh…
– Dobrze nie tłu­macz się, nie ma na to czasu. –Pocią­gnął mnie za rękę. W mojej gło­wie była tylko jedna myśl, aby wró­cić do łóżeczka. Jed­nak zamiast mięk­kiego, cie­plut­kiego łóżeczka posta­wiono mnie przed mopem i wia­drem z wodą. Westch­nę­łam. Wzię­łam do ręki mopa i zaczę­łam wycie­rać podłogi. Robi­łam to z pręd­ko­ścią świa­tła, aby jak naj­szyb­ciej móc odpo­cząć. Nie­stety umy­cie podłóg nie było moim jedy­nym zada­niem… Gdy skoń­czy­łam coś robić Seba­stian natych­mia­stowo wymy­ślał dla mnie nowe zaję­cie. W końcu skoń­czy­łam. Wykoń­czona powlo­kłam się w stronę pokoju dla służby, poło­ży­łam się na łóżku i… usły­sza­łam dźwięk budzika
.– Dla­czego cały świat jest prze­ciwko mnie? – mamrotałam pod nosem ubie­ra­jąc się powoli.Jak zawsze pora­nek spę­dza­łam w kuchni robiąc śnia­da­nie dla Pani­cza. Dzi­siaj musia­łam zro­bić tro­chę wię­cej jedze­nia ze względu na gości więc nic mi nie prze­szka­dzało w zro­bie­niu nale­śni­ków (Bo prze­cież przy gościach Panicz może sobie pozwo­lić na coś słod­kiego). Zro­bi­łam pulchne nale­śniki z polewą cze­ko­la­dową i mali­nami, a jeśli ktoś miałby ochotę pozmie­niać tro­chę dodatki to dałam na dru­gim tale­rzu nale­śniki bez dodat­ków, jagody, tru­skawki i maliny w misecz­kach, bitą śmie­tanę, polewę kar­me­lową i polewę cze­ko­la­dową, a do picia Earl Grey.Wszystko było gotowe. Teraz zostało tylko cze­kać na gości. W końcu po rezy­den­cji roz­brzmiał się dzwo­nek do drzwi. Razem z Seba­stianem otwo­rzy­li­śmy drzwi z wiel­kimi, wymu­szo­nymi uśmie­chami, lecz gdy zoba­czy­łam kto stał w drzwiach… zamu­ro­wało mnie.Była tam czer­wono-włosa dziew­czyna, którą spo­tka­łam wczo­raj i (chyba) chło­pak o tym samym kolo­rze wło­sów. Bez żad­nego przy­wi­ta­nia chło­pak rzu­cił się na Seba­stiana.
–SEEEEEEEEEEEEEBUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUŚ! – krzyk­nął tuląc go. Mina Seba­stiana mówiła sama za sie­bie. Mia­łam ochotę roze­śmiać się na cały głos, ale jed­no­cze­śnie wie­dzia­łam, że tak nie wypada. Wypro­sto­wa­łam się więc i z uśmie­chem poda­łam rękę dziew­czy­nie, która stała i wpa­try­wała się w podłogę
.– Witamy w Rezy­den­cji Phan­tom­hive – Powie­dzia­łam uprzej­mie. Trudno uwierzyć, ale Seba­stian uczył mnie popraw­nej wymowy tego zda­nia 2 godziny.
– Echh… Dzień Dobry – odpo­wie­działa dziew­czyna.

~Shiro ♥